Zielony Jawor ma już 35 lat! (ZDJĘCIA)

Ach! Co to był za dzień! W sobotę 3 lutego założony w 1988 r. zespół Zielony Jawor świętował 35-lecie swojego założenia!

Zespół Zielony Jawor idzie do przodu jak burza. Założony w 1988 r. przez Marię Wnęk liczy obecnie  w czterech grupach wiekowych ok. 80 osób, a jeśli dołożyć kapelę, liczba ta dobiega 100. Uczęszczają do niego nie tylko krempaszanie, ale też dzieci i młodzież z Dursztyna, Frydmana i Trybsza. Jedni zapisali się jako 4-latkowie, a inni jako osoby dorosłe. – Nie jest ważne, kiedy kto zaczyna, ale jak długo chodzi! – zapewniają zgodnie tancerze. Maria Wnęk założyła zespół, będąc uczennicą klasy maturalnej. – Wszędzie dookoła były zespoły, tylko nie w Krempachach, i tak mi jakoś było żal… – tłumaczy powody swojej decyzji. Na początku trochę osób się wykruszyło, ale już w 1989 r. zawiązała się ładna grupa. – Uczyliśmy się tańczyć i występować na scenie. I tak to powoli ruszyło…

Lata mijają, a im chęci do pracy nie brakuje. Na cotygodniowych próbach spotykają się we wtorki i piątki. Na przestrzeni minionych 35 lat dali wiele krajowych i zagranicznych koncertów. Wystąpili m.in. w Czechach, Słowacji, Niemczech, Rumunii, Litwie, Chorwacji, Węgrzech i Czarnogórze. A sama Maria Wnęk tańca uczyła w Kanadzie, Brazylii i Australii. – To nie tylko wyjątkowy zespół, ale i wyjątkowa osoba, która go prowadzi – podkreśla przy każdej okazji dyrektorka GOK w Łopusznej Józefa Kuchta.

Odskocznia

Ale próby, występy, warsztaty artystyczne i wyjazdy to nie wszystko. Najważniejsza jest atmosfera. A tę doceniają wszyscy – od najmłodszych, raczkujących dopiero w tańcu dzieci, przez młodzież, aż po dorosłych. – Dla mnie inspiracją zawsze była moja najstarsza siostra Iza, która kiedyś tańczyła w zespole. A że miałam dryg do muzyki, takiej “pod nogę”, i podobało mi się, że wszyscy tak dobrze się ze sobą bawią, też zdecydowałam się zapisać – wyjaśnia 19-letnia Aleksandra Krzysztofek. Do grupy, wraz kilkoma innymi dziewczętami, zwerbował ją kolega Bartek. Lubi chodzić na próby, wyciskać z siebie siódme poty, bo zapomina o szkole i odcina się od obowiązków. – Za wysokie miejsca zajęte w konkursie pani Marysia zawsze nas chwali, co mnie na przykład bardzo motywuje – zapewnia. Nauka tańca, choć zapisała się jako 16-latka, nie przysporzyła jej większych problemów. – Wyczucie rytmu dzięki grze na saksofonie zawsze miałam. A od kiedy tańczę w parze z moim chłopakiem Wiktorem, chęci do prób wzrosły mi o 100 procent! – dodaje.

Przyjaźń

Dużo wcześniej, bo już jako 4-latek, trafił do Zielonego Jawora Bartek Palonek. – Na początku byłem mało rytmiczny i nieplastyczny, ale taniec sprawiał mi frajdę – podkreśla. Jego przygoda z Zielonym Jaworem trwa nieprzerwanie 14 lat. I choć zdarzały mu się chwile, kiedy chciał zrezygnować, bo uważał, że jest już na próby “za stary”, i miłość do futbolu brała górę, ostatecznie zwyciężył jednak taniec. – Dziś bardzo to sobie cenię, bo taniec ma w sobie coś magicznego. Łączy ludzi bez względu na język, którym się posługują. Przyjaźnie, które nawiązujemy z innymi zespołami, są najlepszym przykładem na to, że taniec przekracza granice i jest uniwersalnym językiem – przekonuje. Cieszy go przyjaźń z litewskim zespołem “Hałas”, którą on i jego koledzy pielęgnują już od 3 lat. 

O fajnej interakcji pomiędzy nim a innymi członkami zespołu mówi też kontrabasista i tancerz w jednym, 14-letni Michał Gryguś. Na pierwszą próbę zaprowadziła go mama, a że jego tata Bogdan  od lat tańczy w zespole, on także chciał tańca spróbować. To, co najbardziej mu się podoba, to ruch i możliwość powygłupiania się z kolegami. Bo czas spędzony z rówieśnikami jest dla Michała bardzo ważny. Od półtora roku gra również na kontrabasie i idzie mu to coraz lepiej. – Do gry zachęciła mnie pani Marysia, potem grałem z panem Wojtkiem Śliwińskim, najpierw z ciekawości, a teraz już dla przyjemności – przekonuje. Cieszą go postępy, które osiągnął na przestrzeni ostatnich 10 lat. Ale największą satysfakcję ma z bycia w grupie i tego, że jego taniec i gra podobają się innym.

Okno na świat

To, co cenią sobie wszyscy członkowie zespołu, to możliwość zwiedzania kraju i zagranicy. Bo czy są to krótkie wypady najmłodszych, czy kilkudniowe wyjazdy do Rumunii, Chorwacji, na Słowację, Węgry czy Litwę, zapewniają im znakomitą porcję emocji. Pierwszym zagranicznym wypadem 12-letniej Agnieszki Hlawacz z Frydmana był na przykład wyjazd do Chorwacji. – Wszystko mi się tam podobało. A najbardziej chyba to, że na własne oczy zobaczyłam najstarsze drzewo świata – opowiada. Wielu tancerzy od razu rozmarza się na wspomnienie 8-dniowego wypadu na Litwę. Projekt nazywał się “Most przyjaźni” i miał na celu wymianę doświadczeń. – Prowadzony przez panią Kristinę Voleiko zespół „Hałas” uczył się naszego „Siedzi Madziar” i „Juz zef obeseł”, a my ich litewskiego „Kalvelis” – relacjonuje 16-letnia Kinga Waniczek. – Zauważyliśmy, że w litewskich tańcach jest znacznie więcej podskoków niż w naszych, dlatego w trakcie prób, było dużo śmiechu, bo nie zawsze wychodziły nam te podskoki – tłumaczy. Z nutką nostalgii wspomina też swoje lata w zespole były już tancerz Piotr Pietraszek. – Dziś pewnie nie wszyscy to zrozumieją, ale dla ludzi z moich czasów występy były możliwością zwiedzania świata. Wielu z nas pomagało wtedy w gospodarstwie, bez zespołu Zielony Jawor długo widziałbym pewnie tylko Nowy Targ – żartuje. I choć sam od kilkunastu lat mieszka w Szkocji, zawsze, gdy słyszy spiską muzykę, nogi same rwą mu się do tańca.

Drugi dom

Czas w zespole to jednak nie tylko próby, ale też wymiana międzypokoleniowych doświadczeń. Częstym scenariuszem jest to, że jeśli ktoś już był w Zielonym Jaworze, przyprowadza do niego swoje dzieci, choć bywa, że to dzieci wciągają rodziców. – Poszłam z synem na próbę, gdy skończył 3 latka, bo sama kiedyś jako dziecko należałam do zespołu – wyjaśnia Dorota Surma, mama 8-letniego Franka. Jej młodsza córka Małgosia wciąż jest jeszcze za mała, ale od urodzenia bratu towarzyszy. – Na jednej już tańczyła, ale jeszcze nie występowała, bo ma dopiero 2,5 roku – zaznacza mama obojga. W podobny sposób trafiły do zespołu Agnieszka, Karolina i Marysia Hlawacz z Frydmana. – Chciałam, żeby chodziły, bo sama jako dziecko miałam epizod z zespołem – wyjaśnia ich mama Edyta. W dowożeniu córek na próby wspiera ją logistycznie mąż. Udało im się zwerbować też do zespołu syna sąsiadów.

Ale warsztaty taneczne to nie wszystko. Przy zespole organizowane są również zajęcia plastyczne, ruchowe, wycieczki na łyżwy, basen, do Jump Planet i wiele innych. – Osobiście bardzo cenię Marię Wnęk za to, że mając własną rodzinę – dzieci i wnuczki, ma czas  na prowadzenie tak wielu różnych zajęć i za jej wielkie pokłady cierpliwości – podkreśla Dorota Surma.

Okazyjnie odsłaniane oblicza Zielonego Jawora to młodzieżowa grupa kabaretowo-skeczowa, specjalizująca się w przedstawianiu humorystycznych scenek rodzajowych z życia wioski. I grupa teatralna złożona z najstarszych członków zespołu, która z powodzeniem wystawiła już takie sztuki, jak: “Kupcy z Madziarska”, “Hartazel na babe”, “Asynterka”, “Chory na wondziory” i inne. Autorką scenariuszy wszystkich przedstawień jest oczywiście Maria Wnęk.

Relacja z Jubileuszu 35-lecia Zielonego Jawora pod: https://24tp.pl/n/114675

Krystyna Waniczek

Facebook Comments