Choć mówi się o trzech dniach – Wielkim Czwartku, Wielkim Piątku i Wielkiej Sobocie – w rzeczywistości jest to jedno, spójne wydarzenie, w którym uczestniczymy w misterium męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. To właśnie w tych dniach zawiera się istota nasza wiary chrześcijańskiej.
Celem Triduum Paschalnego nie jest jedynie wspominanie wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. W liturgii Kościoła wydarzenia te stają się w pewien sposób obecne „tu i teraz”, a wierni są zaproszeni do duchowego uczestnictwa w nich. Oznacza to, że nie chodzi tylko o pamięć historyczną, ale o osobiste spotkanie z tajemnicą zbawienia. Triduum daje możliwość głębokiego przeżycia prawdy o tym, że przez cierpienie i śmierć prowadzi droga do życia i odkupienia.
Obchody rozpoczęliśmy się w Wielki Czwartek wieczorem Mszą Wieczerzy Pańskiej, upamiętniającą Ostatnią Wieczerzę, podczas której Jezus ustanowił Eucharystię oraz kapłaństwo. W tym dniu w sposób szczególny dziękowaliśmy Panu Jezusowi za Jego Ciało i Krew i za sprawujących Najświętszą Ofiarę kapłanów. Po gromkim „Chwała na wysokości” nastąpiło tradycyjne, symboliczne zawiązanie dzwonów. I my podziękowaliśmy ks. proboszczowi za jego trud i posługę w naszej parafii skromną wiązanką kwiatów i życzeniami. Po zakończeniu tej Mszy św. ks. proboszcz przeniósł Najświętszy Sakrament do ciemnicy. Tam do późnych godzin wieczornych adorowaliśmy Pana Jezusa i trwali wraz z Nim w oczekiwaniu na Jego mękę i śmierć…
















Z kolei Wielki Piątek w sposób szczególny zawsze naznaczony jest ciszą, która uderza już od pierwszych chwil. Bo gdy służba liturgiczna weszła do kościoła, nie towarzyszył jej ani śpiew, ani dźwięk organów – tylko przejmująca, głęboka cisza. Ministranci i lektorzy uklękli na oba kolana, a ksiądz proboszcz padł na twarz przed ołtarzem.
I choćbyśmy uczestniczyli w tym wydarzeniu nie wiadomo, który już raz, taki obraz zawsze zatrzymuje i wprowadza pewien dysonans, a nawet wewnętrzny zgrzyt, bo jesteśmy przyzwyczajeni do dźwięku, do ruchu, do słów. Tymczasem w liturgii Wielkiego Piątku brak jest wszystkiego, co zwyczajne. I właśnie ta cisza – paradoksalnie – mówi do nas najwięcej. To ona sprawia, że zaczynamy widzieć wyraźniej, że coś w nas się budzi, że otwieramy oczy szerzej niż na co dzień. W świecie pełnym hałasu to nie zgiełk nas porusza, lecz cisza, która nie pozwala pozostać obojętnym.












