Site icon Krempachy

„Kim my jesteśmy, oni byli. Kim oni są, my będziemy”

Tysiące płonących zniczy, groby tonące w kwiatach i cisza skłaniająca do refleksji. Listopadowe dni na cmentarzu mają szczególny wymiar. Uroczystość Wszystkich Świętych i następujący po niej Dzień Zaduszny przypominają nam nie tylko o tych, którzy odeszli, ale także o kruchości naszego własnego życia i nadziei na spotkanie w wieczności.

1 listopada Kościół raduje się ze wszystkimi, którzy osiągnęli już chwałę nieba. Dzień później, we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, nasze myśli i modlitwy kierujemy szczególnie ku tym, którzy wciąż potrzebują duchowej pomocy w drodze do Domu Ojca.

W tych dniach cmentarze stają się miejscami wyjątkowych spotkań. Przy grobach bliskich wracają wspomnienia, odżywają obrazy wspólnie przeżytych chwil, pojawia się tęsknota. Zapalamy znicze, składamy kwiaty, pochylamy głowy do modlitwy. I choć nie możemy już porozmawiać z tymi, którzy odeszli, wierzymy, że nadal możemy ofiarować im coś niezwykle cennego – naszą pamięć i modlitwę.

„Kim my jesteśmy, oni byli. Kim oni są, my będziemy”. To stare powiedzenie szczególnie mocno przemawia właśnie tutaj, pośród cmentarnych mogił. Przypomina o nieuchronności przemijania, ale też o wspólnym losie wszystkich pokoleń.

Święty Franciszek z Asyżu nazywał śmierć siostrą. W chrześcijańskim rozumieniu nie jest ona bowiem końcem wszystkiego, lecz przejściem do innego życia. Do wieczności, w której – jak wierzymy – nie będzie już cierpienia, bólu ani rozłąki.

Dlatego listopadowa zaduma, choć pełna tęsknoty, nie musi być smutna. Rozświetlone tysiącami zniczy cmentarze są nie tylko świadectwem pamięci o zmarłych, ale również pięknym symbolem chrześcijańskiej nadziei. Każdy płomyk przypomina, że miłość nie kończy się wraz ze śmiercią.

Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z uroczystości Wszystkich Świętych, których autorem jest Jan Krzysztofek. Niech te obrazy staną się okazją do chwili refleksji i cichej modlitwy za tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności.

Fot. Jan Krzysztofek

Facebook Comments
Exit mobile version